„Czerwone pola truskawek” - Mateusz Ferfecki

by Mateusz Ferfecki
1 miesiąc ago
299 Views

Czy do tworzenia własnych treści trzeba mieć jakieś naturalne predyspozycje? A może da się tego wszystkiego nauczyć od zera?


Jak pewnie wszyscy dobrze wiedzą, od jakiegoś czasu mamy w szkołach modę na dysortografię, dyskalkulię, dys………..

Jeżeli ktoś na prawdę ma stwierdzone poważne zaburzenia psychiczne, przez które nie jest w stanie nauczyć się pewnych rzeczy, no to oczywiście może być ze względu na to traktowany inaczej. I żeby nie było nieporozumień, to nie takie osoby mam na myśli w tym artykule. W końcu nie każdy musi pisać jak pisarz, tak samo jak nie każdy musi być sportowcem czy piosenkarzem, jeżeli nie chce się w tym zakresie szkolić.

Jednak z racji tego, że taki papierek daje spore ułatwienie w edukacji – łagodniejsze ocenianie, wydłużony czas na egzaminach, to oczywiście wiele osób tego nadużywa, przez co potem przestaje zwracać uwagę na błędy. No bo przecież nie straci za to punktów w szkole…

Kiedy mówię komuś o tym, że powinien zacząć pisać treści i prowadzić swoje media, to czasem w odpowiedzi słyszę od tej osoby: „Ty piszesz super posty, ale ja zupełnie nie potrafię pisać – to nie jest dla mnie.”

Pora na ciekawostkę z mojego życia: Ja od zawsze miałem ogromne problemy z ortografią i pisaniem.

W pierwszych latach szkoły, moje prace pisemne po poprawieniu przez nauczyciela wyglądały jak “czerwone pola truskawek” – podkreślony błąd na błędzie. Pamiętam jak raz w szkole podstawowej po oddaniu dyktanda, nauczycielka polskiego wzięła mnie na stronę i zasugerowała żebym załatwił sobie na to papiery, bo szkoda żeby tak dobra średnia była niszczona przez dyktanda…

Właściwie to miałem to zrobić, ale ostatecznie do poradni się nie zgłosiłem i stwierdziłem, że przecież nie jest ze mną aż tak źle żebym nie mógł się tego jakoś nauczyć. Uważałem, że znajomość ortografii może być przydatna, więc chciałem w jak najlepszym stopniu ją opanować. W końcu jednak o tym zapomniałem i w ten sposób każde dyktando było dla mnie życiowym dramatem.

W gimnazjum było bardzo podobnie. Do końca życia nie zapomnę mojego błędu z egzaminu gimnazjalnego, gdzie w zdaniu “Skąd potem poszedł (…)”, zamiast napisać “Skąd” napisałem “Z kąt”. Tyle błędów w 4 literowym wyrazie. Właściwie w moim przypadku to w 2 wyrazach, ale dzięki temu już nigdy nie pomylę się pisząc to słowo.

Potem przyszedł czas technikum.

Na początku było to samo – poprawiałem każde dyktando. Ale w 2-4 klasie coś zaczęło się zmieniać. To był czas kiedy tworzyłem już więcej treści w internecie i zaczynałem prowadzić agencję interaktywną, więc przez to dużo pisałem.

To nie były pojedyncze słowa, dziesiątki słów, setki czy nawet tysiące. To były dziesiątki tysięcy słów napisane w różnych postach, artykułach i na stronach internetowych. W tym wszystkim miałem jedną zasadę – jeżeli nie wiedziałem jak się coś pisze, to po prostu wpisywałem to w Google. I tak za każdym razem, aż praktycznie wcale nie musiałem tego robić.

Ciekawe jest to, że w 4 klasie technikum prawie całkowicie pozbyłem się problemu ortografii – po prostu nie robiłem błędów. Z ostatniego wypracowania w technikum, w którym nie zrobiłem żadnego błędu ortograficznego ani stylistycznego, otrzymałem ocenę 6 i miałem je przeczytać na forum klasy. Właśnie w tamtym momencie zdałem sobie sprawę z tego, jaką drogę przeszedłem od mojego “czerwonego pola truskawek”, do bezbłędnych wypracowań i do tego co właśnie czytasz…

Teraz jestem w stanie nie tylko pisać, ale także wychwytywać błędy na stronach, w postach i poprawiać inne osoby. Oczywiście, że czasami zdarzają mi się jakieś błędy – to jest naturalne, ale widzę jak wielka poprawa nastąpiła u mnie w ciągu tych kilku lat…

Żyjemy w społeczeństwie, które w większości boi się wyzwań i wszystkiego co nowe.

Dlatego wiele osób decyduje się na unikanie problemów zamiast ich przezwyciężanie. O ile łatwiej jest iść do poradni, załatwić sobie papiery na dysleksję i mieć spokój do końca szkolnej edukacji, niż po prostu spróbować to przezwyciężyć i napisać te kilkadziesiąt tysięcy słów, aby sprawdzić czy problem dzięki temu nie ustąpi. A może jednak to wcale nie jest naturalne zaburzenie, które nie pozwala nauczyć się ortografii, tylko zwyczajne lenistwo i chęć uniknięcia konieczności nauczenia się tego?

Czasami zadaję sobie pytanie: Czy gdybym wtedy, w szkole podstawowej uwierzył w to, że rzeczywiście mam dysleksję, nie jestem w stanie nauczyć się ortografii i poszedłbym do poradni, gdzie otrzymałbym na to papiery, to nadal miałbym taką motywację do ćwiczenia i pisania? I czy teraz mógłbyś przeczytać ten napisany przeze mnie artykuł?


Mam nadzieję, że ten artykuł był dla Ciebie wartościowy.

Jeżeli masz do mnie jakieś pytania lub własne przemyślenia w tym temacie, to zachęcam do pozostawienia komentarza pod wpisem.

Zapraszam także na mój fanpage na Facebooku, gdzie udostępniam najciekawsze newsy i informacje!
Sprawdź: Mateusz Ferfecki

Tagi: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

six + thirteen =